Hej ;) Przeczytałam Wasze komentarze i tak jak obiecałam - oto kolejna część ;)
"Naznaczona"
Rozdział II
Anna obudziła się bardzo
wcześnie. Wyjrzawszy przez małe, okrągłe
okno spostrzegła, że wokół roztacza się gęsta jak mleko mgła. Poranek był
chłodny, spowity delikatnie mrozem. Późno jesienne słońce przebijało się miejscami
spomiędzy ciężkich, mrożących krew w żyłach chmur. Mimo wszystko nie
zapowiadało się, że niebawem się rozpada, więc dziewczyna postanowiła wyjść z
domu.
Szła wolno, rozglądając się za
siebie. Miała wrażenie, że jest obserwowana.
Jednak perspektywa siedzenia w pustym pokoju i wpatrywania się bez celu w telewizor
spowodowała, że postanowiła wyjść na świeże powietrze. Skierowała się w stronę parku z myślą, że chociaż tam zazna spokoju. Była
bowiem osobą skrytą, samotną i kochającą czytanie. Usiadła na ławce, wyjęła z
torby swoją ulubioną powieść, której słowa znała niemal na pamięć i dała się
ponieść fantazji. Czas płynął niewyobrażalnie szybko. Nie spostrzegła nawet, że
pozostała tylko ona, bo bawiące się nieopodal dzieci dawno poszły. Drzewa delikatnie
kołysały się na wietrze, zrzucając setki pięknych, pomarańczowych, czerwonych lub
żółtych liści. Wokół roztaczał się melodyjny zapach jesieni, grzybów i darów
roślin. Co kilka metrów można było
spostrzec kasztany lub żołędzie.
Spadający
na lewe ramię dziewczyny, liść wyrwał ją
z błogiego stanu. Zafascynowana książką przymknęła oczy, usadowiła się wygodnie
i jeszcze przez chwilkę analizowała po raz kolejny ulubione fragmenty. W pewnym momencie poczuła
silne pieczenie zranionej poprzedniego dnia dłoni. Odruchowo skierowała na nią
spojrzenie i o mały włos nie krzyknęła.
Całą rękę pokryła ciemna, ciągle
przybywająca, purpurowa krew. Anna ściągnęła z szyi szal i szybko zawiązała go
na ranie by zatamować krwotok. Ból nie ustępował, a z każdą minutą stawał się
coraz bardziej natarczywy, wręcz nie do zniesienia. Spanikowana dziewczyna
zaczęła biec w stronę wyjścia z parku. Dróżka, z której korzystała była dość
wąska i piaszczysta, przez co o wypadek nietrudno. Mimo to, Anna nadal biegła
gdy nagle kątem oka spostrzegła coś dziwnego, mającego kształt dużego
zwierzęcia. Zwolniła, skierowała twarz w tamtą stronę i jakieś dwadzieścia
metrów od niej, zauważyła ogromnego czarnego wilka. Pies był nienaturalnie
wielki. Sięgał nosem do jej ramion, a nie należała ona do niskich osób.
Mierzyła około 1, 80 cm. Zwierzę miało spiczaste, skierowane do przodu uszy,
białe jak śnieg, wystające kły, pazury niczym szpony, a duże, żarzące się
czerwone oczy przeszywały wzrokiem najciemniejsze zakamarki umysłów. Miejscami
wyłysiałe futro ukazywało wystające kości i niezwykle umięśnione ciało. Anna
kryjąc się za drzewem obserwowała każdy ruch tej dziwnej istoty. Starała się
zachowywać bezszelestnie, by nie zostać zauważonym. Wilk wyglądał na głodnego,
bo nieustannie coś węszył. Nagle podniósł łeb do góry, zawarczał ostrzegawczo i
zmierzał w stronę dziewczyny. Przywiódł go zapach świeżej krwi. Anna licząc na
odrobinę szczęścia, rzuciła się w desperacką ucieczkę. Biegła przed siebie przez krótką chwilę aż
znikła za rozłożystym dębem. Serce biło jej jak oszalałe. Oddychała szybko,
nierównomiernie starając się złapać w
płuca jak najwięcej powietrza. Już chciała odejść gdy drogę zagrodziła jej
bestia. Anna odsuwała się w tył, a pies
głośno warczał. Ogarnął ją niewyobrażalny lęk. Po policzku spłynęła duża,
gorzka łza. W pewnym momencie zwierzę rzuciło się z wielkim impetem na ciało
dziewczyny, powalając ją na ziemię. Anna upadając uderzyła głową tak mocno, że
straciła przytomność.
Obudził
ją czyjś głos. Poczuła dotyk na prawym ramieniu, przez co ogarnął ją jeszcze
większy niepokój. Nie wiedziała gdzie jest i co się stało. Dopiero po paru
minutach powróciła jej pamięć. Znalazł
ją młody mężczyzna zbierający liście ze
swoją córką. Anna obawiała się powrotu psa więc nakłaniała ich, żeby jak
najszybciej uciekali z parku. Opowiedziała w skrócie swą przygodę, ale po minach
ludzi można było wnioskować, że nie wierzyli w prawie żadne słowo…
Dziewczyna pokonała drogę do domu dość prędko. W głowie
analizowała wszystko, co miało miejsce parę godzin temu. Przekraczając próg
swego pokoju wpadła na pomysł, że może zasnęła na ławce i to było tylko fikcją?
Pogrążona w rozmyślaniach zadawała sobie coraz więcej pytań. Zapomniała nawet o
bólu i zranionej ręce. Dopiero siedząc wygodnie w fotelu, chciała chwycić leżący
na blacie kubek i przeszkodziła jej w tym owinięta w szal dłoń. Odwinęła ją i obejrzała ranę. Pozostawiła
zakrwawiony szalik na stole i poszła po wodę utlenioną. Będąc w korytarzu
zauważyła, że zawieszony od pokoleń krzyżyk, wisi w zupełnie innym miejscu. Zbagatelizowała
jednak to, tłumacząc, że pewnie sama zmieniła jego miejsce… Gdy weszła do
pokoju przeżyła wyjątkowe zdziwienie. Chwilę temu otwarta rana stała się nagle
zabliźniona, a szalu nie pokrywała już stara krew. Był czysty i pachnący.
Dopiero wtedy Anna zrozumiała co to znaczy strach.
Zachęcam do komentowania ;) Niedługo next ;)
Super, super, super, extra
OdpowiedzUsuńCzekam na next
Kocham takie historie, gdzie kompletnie nie wiesz co może się wydarzyć
xxx
Next prawdopodobnie jutro ;)
UsuńDopiero trafiłam na tego bloga, wiec muszę nadrobić :)
OdpowiedzUsuńa to jest świetne! ale pozwól, że cofnę się do poprzednich postów :p
Zapraszam do siebie ---> http://evenstandup.blogspot.com
Zajrzę :D oo dziękuję za miłe słowa :) i miłego czytania! :*
UsuńŁo! Dobre :D Obserwuję!
OdpowiedzUsuńJejku, ten obrazek taki przerażający, wygląda troche jak jeden z moich nauczycieli :DD
OdpowiedzUsuńŚwietnie się czyta, pozdrawiam ;* zapraszam też do mnie :>
aż miałam ciary... obserwuję i mam nadzieję na dalszy ciąg ;P
OdpowiedzUsuń